Turystyka
Świat
Polska
Wakacje na rowerze
Dodaj trasę
Szukaj w serwisie

 
Nowy numer

magazyn bikeboard nr 8/2010
gdzie kupić
prenumerata
archiwum

Kanały RSS
Aktualności
Artykuły
Mapa strony
Zabrze - Odessa 2006 [wyprawa czytelnika]

Zimą, 4.12.2005 r., jadąc na rowerze po ośnieżonych lasach kochłowickich, zrodził się pomysł wyjazdu na Ukrainę i zdobyciu Odessy - troje powiedziało „Tak” i zaczęliśmy przygotowania. Waldi podjął heroiczny krok - pierwsze piwo dopiero w Odessie! Ja ograniczyłem spożycie tego szlachetnego trunku od marca. To pierwsze kroki, które miały wpłynąć na naszą kondycję, w planie przecież mieliśmy ponad 1500 km. Janek dostał zadanie wytyczenia trasy, Ja zbierałem informacje o Ukrainie z Netu, a Waldek miał zadbać o kontakt ze sponsorami i mediami. Na koniec lutego wszystko było zapięte na ostatni guzik - sponsor medialny zapewniony (Trybuna Górnicza, Nowiny Zabrzańskie), trasa wytyczona, termin określony, jedynie sponsorzy nie dopisali. Zaczął się ostry trening fizyczny - oj początki były trudne, ale z czasem robiliśmy po 200 km bez problemu. Wybraliśmy Ukrainę miedzy innymi dlatego, że miało być płasko, tanio i pięknie. Ahoj przygodo. Dzień wyjazdu określiliśmy na 27 maja, ten termin miał nas uchronić przed spodziewanymi upałami panującymi nad Morzem Czarnym.

Przebyliśmy ponad 1500 km w różnych warunkach pogodowych. Dzięki Jankowi, który codziennie wieczorem spisywał wydarzenia dnia, powstała relacja z tej wyprawy. Jest on autorem całego tekstu, Ja tylko wniosłem małe poprawki. Pozostanie mi też pamiątka na całe życie - złamany prawy obojczyk.

Tak więc po kolei:

Dzień 1
27 maja 2006 r.
ZABRZE - TARNÓW: 198 km

„O czwartej rano zbiórka przed kopalnią” - z tą myślą położyłem się spać. Niestety obudziłem się już o drugiej w nocy. Planowany od sześciu miesięcy dzień wyprawy przywitał nas deszczem. Termin to termin! Nikt nie zawiódł, wystrzał szampana oznajmił rozpoczęcie wyprawy, jeszcze życzenia powodzenia i na Tychy!- niestety w deszczu. Image Przed Krakowem - niespodzianka! Droga zamknięta na okoliczność przejazdu Papieża, ale na szczęście tylko dla samochodów - ”Patrzcie jak Kraków nas wita!” - śmialiśmy się jadąc pustą drogą. Ale co dobre kiedyś się kończy- zatrzymują nas żandarmi i oznajmiają ze dalej nie da rady. Ze względu na rozmiar naszych bagaży miałem wrażenie, że antyterroryści nie spuszczają nas z oczu. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, całe rzesze ludzi szły na miejsce spotkania by GO widzieć z kilkuset metrów, a ON przejechał obok nas. Po chwili ruszamy dalej. A jechaliśmy jak w transie, Waldi mijał „pędzące traktory” z prędkością 44 km/h pod górę z pełnym obciążeniem. Po 198 km dojeżdżamy do Tarnowa, tu czeka na nas zarezerwowany domek campingowy. Ten camping to oaza spokoju. Nastrój zmącił nam jedynie SMS od kolegi, który jadąc do Zakopanego dostał gorączki i z dalszej jego wyprawy chyba nic nie wyjdzie. Dzisiaj poszło wszystko doskonale, oby tak dalej!

Dzień 2
28 maja 2006 r.
TARNÓW  - PRZEMYŚL: 180 km

Image Pożegnanie z Tarnowem było trudne, po wieczornych „rozmowach”. Jedynie Waldek szarpał na Przemyśl - nasz dzisiejszy cel. Ale po „małej czarnej”, już w formie, podziwiamy widoki traski, która nie jest oznaczona jako rowerowa, ale urokiem nie ustępuje chociażby tym z Austrii. Mijamy kolejkę wąskotorową Donów –Przeworsk, podróżni machają nam, słowem sielanka. Janek jest zachwycony ziemia Dubiecką, ale plecak, który wiezie na plecach chce być widocznie sakwą i daje mu nieźle w kość. Perspektywa obiadu u teściowej Waldka pchała go naprzód pod górki o nachyleniu 11 % z szybkością 20 km/h. Ubrani w nieprzemakalne ubiory niestety doprowadziliśmy do małych odparzeń wiadomej części ciała. Zasypki poszły w ruch. Obiad okazał się uroczystym wypasem, bo trafiliśmy w środek urodzin wnuczki, a Waldek to chyba pupil rodziny. „Góra Krzywiecka da wam popalić!” - odgrażali się biesiadnicy, a przed nią jeszcze grill u Witka, kolegi Waldka, którego to są rodzinne strony. Witkowa gościnność tak nas rozbroiła, że ciężko się było stamtąd zabierać – tylko dziwne, że dawał nam ogromny nóż na drogę – ciekawe, po co?! Krzywiecka zdobyta! - hajda do Przemyśla na nocleg do bratowej - kogóż by jak nie Waldka. Docieramy na miejsce i załamka – tam gdzie było wejście do domu jest wejście do banku! Szybko jednak znajdujemy nowe wejście i już rowery lądują w piwnicy, a my na pokoje. Znowu nie było końca „rozmowom”, a umiejętności kulinarnych pani Krysi nie powstydziłby się kucharz renomowanej restauracji. Image

Dzień 3
29 maja 2006 r.
PRZEMYŚL - LWÓW: 120 km

Dochodzimy do sedna – przekraczamy granicę. Rano krótki wywiad dla miejscowej gazety i koło 10 rano jesteśmy w Medyce. Docieramy na przejście samochodowe i po krótkiej rozmowie, że tu nie przejedziemy, udajemy się na przejście dla pieszych. Około 30 ludzi, jeden celnik. Niestety ludzie ciągle dochodzą i przepchanie się z rowerami jest niemożliwe. Po godzinie wracamy na przejście samochodowe z nadzieją, że jednak tu przejedziemy. Jest nowa zmiana i Wopista mówi, że zapyta. Dzwoni i mówi, żeby czekać. Przed  przekroczeniem granicy wszyscy pytali nas czy się nie boimy, że nas napadną (ostatnim był polski wopista i  celnik), więc nastroje były trochę nerwowe.
Image Po następnych 40 min podnosi szlaban i jedziemy do przodu. Podjeżdżamy do ukraińskich wopistów wzbudzając zainteresowanie. Z Waldka roweru został ściągnięta lampa przednia (na Allegro 24 zeta), ale że była już poklejona oddali i ściągnęli nową z roweru Janka (ja swoją już dawno schowałem widząc co się dzieje). Po chwili pokazują tablicę z lewej, gdzie trzeba wypełnić kartkę (wzór na tablicy) i dopiero z tym podejść do celnika. Tu zrobiłem kolejny błąd (oczywiście wg celnika). Celnikowi należało patrzeć w oczy i czekać aż powie - „Podać paszport”. Niestety podałem mu go bez jego zezwolenia, więc usłyszałem „Co spieszy Ci się ?”.
Generalnie od razu należy podjechać do tablicy, samemu wypełnić kartkę według wzoru, za cel podać Lwów – po co mają wiedzieć gdzie jedziemy, ściągnąć z roweru to co mogą odczepić.   

Image Po chwili jesteśmy na Ukrainie, więc od razu mocno naciskamy na pedały żeby  jak najprędzej oddalić się od strefy przygranicznej, pomni uwag o napaściach. Droga do Lwowa jest dobra, bez dziur, około 17 zatrzymuje nas lwowska ulica z kostki przypominająca brzeg lekko wzburzonego morza. Kupujemy mapę Lwowa, znajdujemy dworzec w celu poszukania noclegu. Atmosfera trochę nerwowa bo nie ma zapowiadanych babuszek, no i prawie nic nie jedliśmy. Zagadany taksówkarz proponuje nocleg po 60 hrywien od łebka. Po namyśle postanawiamy szukać hotelu. Idąc ulicą zagaduje nasz pani proponując nocleg tuż obok za 60 hrywien od łebka. Jako że byliśmy zmęczeni przystaliśmy. Wypad na miasto w poszukiwaniu obiadu. Niestety nie łatwo znaleźć jakąś knajpę, dopiero po sporym przeczesaniu terenu znajdujemy cos na podobieństwo mac Donalda. Po polsku nie rozumieją i dopiero zawołana pomoc kuchenna załatwiła nam frytki. Zwiedzanie przekładamy na rano.


aktualna strona
wszystkie strony
Komentarze [21] | Dodaj komentarz
ODESSA7777
Jedziemy w 4 osoby a może i w 5 osób właśnie z Krasnego k.Rzeszowa do - no.... no.... właśnie do Odessy. Dziękuję ta tak dokładny i poglądowy opis. Dzięki temu mogłem się do niej przygotować. Nasza trasa to 9 dni jazdy. Cały plan i wszystkie inne sprawy znajdują się na stronie: www.igor-64.startowy.com zapraszam do lektury. A jak wrócimy to postaramy się napisać co najmniej tak ciekawą jak wasza opowieść o Ukrainie.
2007-05-16 11:12:51 | Igor DRAUS

Gratuluję!
I trasy i rewelacyjnego opisu. Pozdrawiam
2007-05-11 14:01:18 | Andrzej z Kalisza

Super
Świetnie się czyta! Najfajniejszy jest ten wisielczy humor!! Ten dystans do siebie i do swoich nieszczęść.
2007-01-11 22:44:00 | efta

wyprawa cala gebą
Miło było was poznać na nocnym rajdzie!
2006-09-25 22:42:07 | filo

Pojade!
Witam !fajna traska!
2006-09-21 06:55:56 | zenek


Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy
sTaTyW - statystyki odwiedzin stron www
Tworzenie stron internetowych