Turystyka
Świat
Polska
Wakacje na rowerze
Dodaj trasę
Szukaj w serwisie

 
Nowy numer

magazyn bikeboard nr 8/2010
gdzie kupić
prenumerata
archiwum

Kanały RSS
Aktualności
Artykuły
Mapa strony
Najniebezpieczniejsza droga świata [tekst czytelnika]

Określę ten dzień w kilku słowach: najbardziej niebezpieczna droga świata. La Cumbre, droga z La Paz, stolicy Boliwii, do Coroico. Najbardziej ekstremalny dzień w Ameryce Południowej. Mekka rowerowych szaleńców. Ponad 3 tyś. różnicy wzniesień. Ponad 64 km do pokonania w ciągu kilku przepełnionych adrenaliną godzin szalonego downhillu.
Wiązałem z tą drogą wielkie nadzieje. Obawiałem się, że po tylu miesiącach podróży po kontynencie południowoamerykańskim wydam ponownie pieniądze na kolejny przereklamowany bubel. Nic bardziej mylnego. To co zobaczyłem i przeżyłem tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto dla tych kilku godzin ,,rowerowej ekstazy” postawić na szali swoje życie.
Całą trasę można podzielić na dwie części. Pierwsze kilometry pokonuje się sunąc w dół nową, asfaltową szosą. Odbywa się na niej normalny ruch drogowy. To właśnie tutaj można rozwinąć najwyższą prędkość jazdy. Rząd Boliwii zdecydował się na wybudowanie nowej, dłuższej aczkolwiek znacznie bezpieczniejszej drogi gdyż według oficjalnych statystyk przejazd tą trasą kosztował rocznie od 200 do 300 istnień ludzkich. Nic więc dziwnego, że  w 1995 roku Międzyamerykański Bank Rozwoju określił tę trasę mianem "najniebezpieczniejszej drogi świata". Wybudowana w latach 30-tych ubiegłego stulecia przez paragwajskich więźniów wojennych droga była miejscami na tyle wąska, że niemożliwe było wyminięcie się dwóch nadjeżdżających z przeciwnych kierunków pojazdów przez co nierzadko spadały one w głąb sięgających kilkudziesięciu metrów urwisk.
Druga część to właściwa ,,Camino de la muerte” o nawierzchni szutrowej, oficjalnie już  wyłączona z ruchu aczkolwiek wciąż sporadycznie spotyka się na niej sunące powoli auta co czyni zjazd jeszcze bardziej ekscytującym. To właśnie ta część ,,drogi śmierci” na zawsze pozostanie magnesem przyciągającym rowerowych zapaleńców z każdego kierunku świata. Jak przebiega sam zjazd?
Miejscami było gorąco. Tarcze też się rozgrzały choć skutecznie chłodziła je mżawka czasami przechodząca w deszcz lub woda z wodospadów pod którymi przejeżdża się w trakcie czterogodzinnego downhillu. Jazda zaraz na krawędzi. Lepiej wyłączyć zdrowy rozsądek. Inaczej nici z przyjemności. Łatwo tutaj stracić życie. Świadczy o tym las krzyży przy drodze. Zatrzymujemy się przy jednym z nich. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że wyryto na nim nazwiska ponad stu osób!
Było szybko, mokro, czasami sucho, czasami bardzo ślisko, czasami słonecznie, czasami deszczowo, czasami zimno, czasami gorąco. Po drodze można nawet wpaść na stado świń. Widoki porażają, także grozą. Przewodnik mówi, że do tej pory widzi duchy ludzi, którzy tu zginęli. Czasami do niego mówią. Tak było i dziś. Usłyszał głos, odwrócił się ale nikogo nie było. Może nawiedził go duch izraelskiego chłopaka, ostatniej ofiary La Cumbre? Spadł z klifu przy wodospadach. Mokro tam i ślisko. Brawura, brak doświadczenia, pech? Kto wie. Trzeba tam zaufać swojej maszynie. Jakakolwiek usterka w trakcie szybkiej jazdy może dla Ciebie oznaczać lot prosto do nieba lub piekła. Leżące na dole ciężarówki pobudzają wyobraźnię. Ale: nie ma ryzyka, nie ma zabawy!
Po zjeździe można w Coroico wziąć prysznic, jest czas na wypicie piwka i podzielnie się emocjami, popływanie w basenie z pięknym widokiem na okoliczne góry i wyrzeźbioną w nich drogę. Nie wspomnę o saunie czy wyśmienitym jedzeniu serwowanym w formie szwedzkiego stołu. Wszystkie te atrakcje wliczone są w cenę tylko…70 USD!
Nawet droga powrotna to czysta ekstrema: jazda busem, mgła, ciemno, nic nie widać, kierowca czasami gasi światła, sprawdza czy może nie lepiej jechać po ciemku. Wyprzedza na trzeciego, na zakrętach. Lepiej nie patrzeć i zaufać przeznaczeniu. Oj, jak mnie bolą płuca.  O rany, kierowca właśnie wyprzedza trzy ciężarówki na raz, na zakręcie i na dodatek we mgle. Ok., udam że tego nie widzę.
Przetrwałem. Mogę dumnie nosić koszulkę: I have survived the World’s most dangerous Road. Nikt z ludzi których osobiście znam nigdy tego jeszcze nie zrobił. Jestem pierwszy. Życzę powodzenia, ja na razie mam dość. Dziś wystarczająco zaufałem przeznaczeniu. Nie będę nadwerężał jego cierpliwości. I tak ma ze mną ciężki żywot!
PS. W La Paz działa wiele agencji turystycznych rekomendujących firmy organizujące zjazd. Cena waha się od 50 do 80 USD i zależy od standardu sprzętu. Nasz wybór padł polecaną przez przewodnik Lonely Planet firmę Downhillmadness (www.madness-bolivia.com). Porażką jest tylko brak kurtek przeciwdeszczowych, przynieście swoje własne. Sprzęt mają porządny. Każdy z rowerów Rocky Mountain jest warty ok. 3500 USD. Opiekę nad grupą sprawuje mieszkający w Boliwii Anglik dla którego zjazd tą drogą to nie tylko praca, to także pasja życia. Powodzenia!

Więcej zdjęć z naszej wyprawy: www.jacekstec.com, www.aroundtheglobe.pl.tl 


aktualna strona
wszystkie strony
Komentarze [5] | Dodaj komentarz
.
oj, chciałbym tam zrobić uphilla... ;D zjazdy mnie jakoś nie kręcą
2009-02-20 19:35:32 | Dinotaur

szkoda ze tam nie mieszam
miałbym to na co dzień, nie musiałbym podróżować
2009-02-17 23:09:39 | pablo

bez tytułu
Dla kilku godzin rowerowej ,,ekstazy \\\" warto ryzykować życie -co za bzdury . Życie można stracić wszędzie . Jeżdżąc po mieście , idąc na turystyczną wycieczkę w Tatry , albo będąc w złym miejcu w złym czasie .Nie słyszałem żeby ktoś stawiał na szali życie wchodząc np na Koźią Przełęcz . Takie żeczy robi się żeby przeżyć a nie umrzeć ! Autor chyba lubi melodramaty .
2009-02-14 19:44:23 | WaGiant

W 2005...
...roku, chyba w kwietniowym wydaniu była relacja z takiej eskapady. Trzeba przyznać, porusza wyobraźnię! Może kiedyś...
2009-02-13 18:23:11 | Szymek

az mi lzy sie kreca w oku
kiedys byl artykul w bb o tym, zamarzylem zeby tam pojechac, po przeczytaniu tego - - marzenie odrzylo. kto wie za pare lat moze to ja m=bede tam jechal.
2009-02-13 15:36:36 | marzenia sie spelniaja

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy
sTaTyW - statystyki odwiedzin stron www
Tworzenie stron internetowych