|
Europa była dla nas za ciasna, doszczętnie już
„oklepana”. Pragnęliśmy poczuć nieograniczoną przestrzeń przed kołami, tak aby
zapomnieć o hamowaniu. Tylko toczyć się i toczyć... odkrywając wciąż zupełnie
inny świat, znany głównie z ekranów. Coś jak w amerykańskim filmie drogi. Tym
razem bohaterowie wyruszają na rowerach, głównie zaś na poziomkach. Ale to już
wątek przygody, o której przeczytacie w papierowym wydaniu bikeBoard. Poniżej
zamieszczamy garść praktycznych porad mogących przydać się każdemu, kto podobnie
jak my planuje wyprawę za "wielką wodą".
Po pełną relację zapraszamy do lektury
papierowej wersji bikeBoard 9/2008
(gdzie kupić). Poniżej natomiast zamieszczamy masę informacji praktycznych,
niezbędnej w tego typu wyprawie.
Zapraszamy również do lektury blogów autorów:
www.ekspedycja2007.blogspot.com,
www.wyprawarowerowa.blox.pl.
Formalności
Żeby
polecieć do Stanów, potrzebna jest wiza. Musimy o niej pomyśleć odpowiednio
wcześniej. Aktualnie oficjalny czas oczekiwania na wizę w ambasadzie w Warszawie
wynosi 4 dni; jednakże załatwianie spraw wizowych warto rozpocząć ok. dwóch
tygodni przed wylotem. Konieczna będzie rozmowa z urzędnikiem konsularnym, na
którą musimy umówić się telefonicznie. Nie obędzie się także bez opłaty - na
konto Ambasady USA trzeba przelać równowartość stu dolarów. Sama wizyta w
konsulacie zajmuje kilka, zwykle przed popołudniowych godzin. Urzędnicy zadają
standardowe pytania: jaki jest cel naszej podróży, czym się zajmujemy, czy mamy
krewnych w Stanach; czasem ten „wywiad” może się zamienić w całkiem przyjemną
pogawędkę. Tak było w moim przypadku - okazało się, że urzędnik był zapalonym
cyklistą. Cała nasza trójka otrzymała wizy bez problemu. Podobnie było na
lotnisku w Nowym Jorku gdzie osoby przylatujące do USA po raz pierwszy z reguły
wpuszczane są bez zbędnych pytań (jedynie standardowe o cel i długość trwania
wizyty). Istotną rzeczą jest formularz-karteczka, którą otrzymujemy jeszcze w
samolocie, a którą urzędnik imigracyjny stempluje i wkłada do naszego paszportu.
Powinniśmy ją mieć przy sobie przez cały okres pobytu za oceanem, a w dniu
wylotu oddać w trakcie odprawy bagażowej pracownikowi linii lotniczej. Karteczka
ta wraca do służb imigracyjnych stanowiąc dowód na to, że opuściliśmy terytorium
Stanów Zjednoczonych. W czasie pobytu w USA nasz paszport może zostać
skontrolowany przez lotne patrole immigrations - szczególnie często zdarza się
to w pociągach Amtrak i dalekobieżnych autobusach firmy Greyhound.
Lot Loty do Stanów ma
w swojej ofercie szereg linii lotniczych. Naszym zdaniem najtańsze i
najwygodniejsze (bezpośrednie połączenia z Warszawy i Krakowa) są PLL LOT. Rejs
trwa ok. 8-9 godzin, koszt biletu w zależności od pory roku i cen paliwa waha
się od 1500 złotych do 3000 złotych.
Kiedy jechać
To zależy
od miejsca, w które chcemy się udać - Stany Zjednoczone to wielki kraj, na
obszarze którego występuje kilka stref klimatycznych. Podczas gdy w północnej
części kraju panuje sroga zima, w stanie Nowy Meksyk, czy w południowej części
Kaliforni z powodzeniem można jeździć na rowerze. Z kolei w Górach Kaskadowych i
na Zachodnim Wybrzeżu na obszarze stanu Waszyngton powinniśmy być przygotowani
na częste i intensywne opady deszczu. Dla pokonania przejechanej przez nas trasy
najdogodniejszy wydaje się być sierpień.
Transport
rowerów Przewożąc rower samolotem nie musimy dodatkowo płacić - nasz pojazd
może podróżować jako druga sztuka bagażu. Przed odprawą należy spuścić powietrze
z kół, wkręcić pedały z wewnętrznej strony korb i przekręcić kierownicę o 90
stopni (tak, aby była w jednej linii z płaszczyzną koła). Tak przygotowany rower
należy zapakować, najlepiej w karton pozostały po rozpakowaniu nowego roweru.
Takie pudło możemy dostać praktycznie w każdym sklepie rowerowym; w Stanach
musimy za nie zapłacić przeciętnie kilkanaście dolarów. Jeżeli w USA
zdecydujemy się na podróż z naszym rowerem którymś ze środków komunikacji,
zdecydowanie polecamy wybór Amtraka - amerykanskich kolei pasażerskich. Pociągi
są bardzo wygodne, nie ma problemów z przewozem roweru (obowiązują te same
zasady przygotowania pojazdu do transportu, jak w przypadku samolotu), a w
trakcie podróży możemy rozkoszować się widokami za oknem czy mieć okazję
podróżować w jednym przedziale z rodziną amiszów. Zdecydowaną wadą tego
rozwiązania jest czas przejazdu - jeżeli ktoś podróżuje dalej i ma dosyć napięty
harmonogram, z pewnością lepszy okaże się wybór samolotu (należy uważać na
znacznie mniejsze niż w przypadku rejsów transatlantyckich limity
bagażowe).
Za to z całą
stanowczością odradzamy korzystanie z usług przewoźnika autobusowego Greyhound.
W drodze powrotnej z San Diego do Nowego Jorku jego pracownicy zagubili
wszystkie nasze rowery. Do dzisiaj znalazła się tylko jedna „poziomka”. |