Turystyka
Świat
Polska
Wakacje na rowerze
Dodaj trasę
Szukaj w serwisie

 
Nowy numer

magazyn bikeboard nr 8/2010
gdzie kupić
prenumerata
archiwum

Kanały RSS
Aktualności
Artykuły
Mapa strony
Inflanty: Via Baltica (21 dni na rowerze)

Image Rower miałem zawsze. Dziadek nauczył mnie jeździć bez dodatkowych kółek i pamiętam jak dumnie pedałowałem wokół mojego bloku, gdy miałem 5 lat. Po dziecinnych rowerkach przyszedł czas na coś poważniejszego. Pierwszy szosowiec był marki "Kobuz”, w którym spawałem pękniętą ramę i którego mi “zwędzono”. Następnie odkupiłem czeski rower "Eska”, nieźle kręcił i do dziś stoi na strychu. Praca przyczyniła się do upadku mojej więzi z kolarstwem. Dwadzieścia sześć lat przepracowałem w kopalni, z tego połowę pod ziemią. Wreszcie przyszedł czas na relaks czego owocem jest m.in. ta oto wyprawa po Inflantach.

Image Łańcuch reaktywacja
Łańcuch zatrybił na nowo dopiero koło 2001 roku, kiedy kupiłem zwykły rower mojemu synowi. Od czasu do czasu podkradałem mu go aby trochę pojeździć. Spodobało mi się i postanowiłem... kupić nowy rower. W 2005 roku zaczęły się wspólne wypady z grupą podobnych zapaleńców, aż wreszcie przyszedł czas na większą wyprawę. Kierunek północny wypadł trochę z przekory. Większość pcha się raczej w odwrotnym kierunku tymczasem trzy małe kraje nadbałtyckie wręcz kipią różnorodnymi atrakcjami bijąc niejednokrotnie na głowę wiele oklepanych miejsc w zachodniej Europie. Jak to może być, że środek Europy, który bądź co bądź wypada na Litwie dla większości z nas stanowi zagadkę. Nie tylko sąsiednią Litwę mam tu na myśli ale także Łotwę i Estonię. O sąsiadach z Image północy najczęściej nie potrafimy powiedzieć nic poza kilkoma ogólnikami. A przecież cała materia związana z tym tematem to prawdziwe bogactwo w każdym wymiarze: historycznym, kulturowym czy wreszcie krajobrazowym. Z całą odpowiedzialnością mogę zapewnić, że to idealny kierunek wyprawowo – rowerowy. Zresztą sami oceńcie...

Koło wprawione w ruch
Już sama myśl o tymczasowej zmianie trybu życia, o spaniu pod namiotem i wszelkich wyprawowych niuansikach wywoływała u mnie dreszczyk emocji. Los tułacza cyklisty postanowiło dzielić ze mną jeszcze dwóch kompanów. Początek poszedł gładko, pogoda dopisywała i bez większych problemów dotarliśmy do granicy z Litwą. Kolo zostało wprawione w ruch i teraz trudno było je okiełznać. Jedynie Waldek walczył po Image drodze z rowerem i odparzeniami, które są nieodzowną przypadłością takich wypraw. Leczenie roweru polegało na wymianie suportu i łożyska w pedale, zaś swoich tyłów, na zakupie nowego siodełka i pieluszek dla dorosłych sic!, oraz dużej ilości zasypki w aptece. Początkową trudnością, okazało się dla mnie, dorównanie moim dwóm towarzyszom w umiejętności szybkiego spakowania się rano i wskoczeniu na rower, niby banał ale jednak. Z biegiem czasu jednak moja technika zwijania namiotu doszła do perfekcji, ale zostało to opłacone frycowym, o czym później.

Image Litwa
W tym kraju pierwszym naszym celem było Wilno. Nie sposób jednak przy tej okazji pominąć Troków i malowniczego zamku na wyspie. Z tego tytułu po raz pierwszy zaliczyliśmy 30 kilometrowy odcinek szutru, nawierzchni u nas niestosowanej , a dość często spotykanej na trasie naszej wyprawy. I nie mam tu na myśli jakiejś zapomnianej drogi tylko normalną uczęszczaną trasę. Kto ma wyobraźnię i orientuje się w temacie, wie chyba jakie katusze przeżywał Waldek. Przy kasie do zamku zastanawialiśmy się jak tu kupić zniżkowe bilety. Nie było to trudne albowiem wszyscy dookoła jak się zaraz okazało znali polski i cały czas nas rozumieli. Po bliższym zapoznaniu się z zabytkiem ruszyliśmy w dalszą podróż. Na biwaku przekonaliśmy się, że noce pod namiotem rzeczywiście niosą odmienne wrażenia. Image Tej nocy obudził mnie odgłos buszującego dzika, widocznie rozbiliśmy się bez pozwolenia na jego terenie. Następnego dnia w południe dotarliśmy do pierwszej stolicy. Cóż mogę powiedzieć o Wilnie. Miasto zaskoczyło mnie czystością, pięknymi odnowionymi kamienicami i ogromnym ruchem samochodów na dwóch, a czasami i trzech pasach. Włączyliśmy się do tego krwioobiegu i powoli zmierzaliśmy w kierunku serca, czyli starówki. Cmentarz na Rossie w dużej części zapuszczony, ale niezwykle piękny. Wizytówka stolicy - Ostra Brama przywitała nas mszą w języku polskim. W tłumie słuchających ludzi przez chwilę czułem się jak w kraju. Pokręciliśmy się jeszcze trochę tu i tam, a Waldek odwiedził sklep rowerowy w celu wymiany pękniętej szprychy. Widziałem jego niezadowoloną minę - naszym rowerom Image jakoś nic nie „dolegało”, a pech uczepił się jedynie jego. Nadeszła pora ruszać w kierunku morza. Pedałowaliśmy drogą na Kiejdany, pokonując małe pagórki. Tym razem miejsce na nocleg odnaleźliśmy dopiero po dłuższych poszukiwaniach, gdyż teren był nasiąknięty jak gąbka. Edek zreperował zerwaną przednią linkę hamulca, szło mu to bardzo nieudolnie, widać, że nie miał do czynienia z mechaniką rowerową. To była jego jedyna awaria sprzętu na całej trasie. Morał – miał bezawaryjny rower (czyżby Toyota?). Skoro tak to miał prawo nie znać się na tym. Tego dnia odpadło też boczne lusterko z kierownicy, nie będę pisał czyjej, ale nie mojej, no i wiadomo... lustro zły znak. Świtem niebo było bez jednej chmurki. Postanowiłem, że tym razem wygram wyścig w porannym wstawaniu. Otworzyłem zamek namiotu. Image Udając zaspanego, systematycznie zwijałem majdan. Widziałem Waldka, który machał energicznie łyżką nad zupą, by za chwile rzucić się do zwijania sprzętu. Śpiwór i materac miałem już spakowane, nic nie jadłem, więc nie mieli szans. Po dziewięciu dniach byłem pierwszy, patrzałem na nich zadowolony, chociaż nadal nie wiedziałem o co im chodziło z tym pakowaniem. Jak się człowiek śpieszy to się diabeł cieszy. Zapomniałem zapiąć jedną z gum mocujących worek i hak wszedł między szprychy. Było to powodem naderwania jednej z nich, pojawiły się pęknięcia na feldze, które po następnym tysiącu kilometrów, jak się dalej okazało, zaowocowały jej wymianą.


aktualna strona
wszystkie strony
Komentarze [1] | Dodaj komentarz
wyprawa
Brawo Andy super wyprawa,co prawda do ukrainy sie nie umywa ale trudno pozdro
2008-04-04 03:20:11 | komandir

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy
sTaTyW - statystyki odwiedzin stron www
Tworzenie stron internetowych