|
Widzieliście filmy Emira Kosturicy - najsłynniejszego
serbskiego reżysera? Jest w nich to wszystko, co najbardziej charakterystyczne
dla Bałkanów - totalny mix. Farsa miesza się z tragedią, przyjaźń i nienawiść
egzystują obok siebie a cechą nadrzędną jest spontaniczność. Bałkany to szalona
różnorodność na wielu płaszczyznach - konglomerat kultur i krajobrazów wobec
którego nie można przejść obojętnie. Za sprawą intensywności i wyrazistości ta
część Europy wzbudza ciekawość podszytą lękiem. Wciąż realny jest akcent
nieobliczalności, który spowodował iż za cel kolejnej wyprawy obraliśmy właśnie
Bałkany.
W papierowym wydaniu
bikeBoard 9/2007
(gdzie kupić)
przedstawiliśmy pełną relację Remigiusza Kitlińskiego, tu natomiast zamieszczamy niepublikowane zdjęcia z wyprawy oraz garść
praktycznych informacji.
Część Europy, po której podróżowaliśmy często zwraca na siebie
uwagę. Ludzie i krajobrazy tak inne, że od razu wiadomo, w której części świata
jesteśmy. Bałkany to nie tyle pojęcie geograficzne a bardziej wspólnota
historyczno-kulturowa. Podróżując w niespiesznym tempie cyklisty doskonale
wyczuwa się „inność” i niepowtarzalny charakter tej części Europy. Tym bardziej,
że trasa naszej marszruty sprytnie omijała miejsca wabiące turystów i całe te
tłumy podróżujące w wycieczkach zorganizowanych. Tymczasem takie kraje, jak
Czarnogóra, Albania i Macedonia są wręcz idealnym miejscem dla osób nie
lubiących tłoku i komercji, szczególnie dla rowerzystów. Tylu niesamowitych
atrakcji, skupionych na tak niewielkim obszarze, nie ma chyba gdzie indziej w
Europie. W Czarnogórze w ciągu jednego dnia można zobaczyć więcej fenomenów
natury, niż na niejednym rajdzie przez tydzień.
Osobom, które zechcą się tam wybrać polecam przede wszystkim trasę wokół gór Durmitor.
Wyprawę można rozpocząć w mieście Mojkovac leżącym przy głównej linii kolejowej z
Belgradu na wybrzeże Czarnogóry. Następnie mamy do przejechania 50-kilometrowy odcinek
dnem kanionu Tary, który jest dopiero przedsmakiem tego, co zobaczymy później.
Następnie warto zrobić kilkunastokilometrowe kółko po Žabljackim polju z okresowymi
strumieniami i jeziorami w scenerii przypominającej syberyjską tundrę. Nie wolno pominąć
też Crnego Jezera koło samego Žabljaka.
Potem czeka nas odcinek, na którym my przez 10 kilometrów przepychaliśmy rowery przez
śniegi. Jako termin wyjazdu na Bałkany zdecydowanie polecam wiosnę, jednak w celu
uniknięcia wspomnianych niespodzianek proponuję początek czerwca. Po około 15
kilometrach jazdy wąziutkim asfaltem dotrzemy do miejsca, w którym kanion rzeki
Tary ma 1400 metrów głębokości. Zgodnie z relacją Bartka, który jako jedyny przedarł
się przez śniegi nad samą krawędź kanionu, tego widoku nie da się opisać i nie da się
zapomnieć, trzeba go po prostu zobaczyć.
Dalsza trasa prowadzi przez coraz bardziej odludne i prawie nie zamieszkane tereny.
Po pewnym czasie kończy się asfalt, a szutrowa droga przecina kanion Sušicy.
Mimo że jest to tylko niewielka odnoga kanionu Tary, przejazd ten dostarcza
imponujących wrażeń. Kanion przypomina ogromną szczelinę powstałą na skutek pęknięcia ziemi.
Droga jest dosłownie wyrżnięta w jego pionowych ścianach. Żeby przedostać się na drugą stronę,
należy zjechać 5 km w dół i potem wdrapać się 5 km pod górę, a warto dodać, że szerokość
owej szczeliny nie przekracza 1000 metrów. Na dnie kanionu można wykąpać się w Sušičkim
Jezerze, ale wiosną woda nie jest zbyt ciepła. |