Porady
Jak kupić rower
Porady techniczne
Technika jazdy rowerem
Żywienie kolarza
Trening kolarza
Szukaj w serwisie

Nowy numer

magazyn bikeboard nr 9/2010
gdzie kupić
prenumerata
archiwum
Polecamy
 

katalog rowerowy 2010
gdzie kupić
 

Kanały RSS
Aktualności
Artykuły
Mapa strony
Haczyk przerzutki, czyli Piotr radzi

Pierwszy kryzys, podjazdy, odżywianie, zjazdy - cztery magiczne terminy. Właściwie sedno wyścigu, czy maratonu. Coś, co dzieje się między 30 minutą wyścigu a fi niszem. Tu nie ma recept. Są ogólne zasady, ale każdy sam decyduje, jak to rozegrać.

Trochę to przypomina środkową fazę gry w szachy - po udanym debiucie czeka mozolne zdobywanie przewagi, aby zadać cios w końcówce. Tak samo na maratonie, czy wyścigu XC - błędny atak - za szybko przeprowadzony lub za mocno wyprowadzony - może być końcem Twego wyścigu. Tak więc ostrożnie. Lepiej czasami zrezygnować z forsownego tempa i dojechać do mety, niż zejść w pół trasy.
1. Pierwszy kryzys. Jeżeli dobrze jedziesz, może uda Ci się przejechać wyścig bez tego przykrego momentu. Są różne źródła kryzysu, ale jedno jest pewne - pojawia się on zazwyczaj nieoczekiwanie, zaskakująco, w złym momencie. Przyczyna jest trudna do ustalenia - bo gdyby było to łatwe, wszyscy potrafiliby go uniknąć. A zdarza się on nawet najlepszym. Kryzys to taka chwila, kiedy nagle zostajesz bez sił, chciałbyś zejść z roweru i nie masz ochoty dalej jechać.
Zastanawiałem się nad swoimi kryzysami i jak na razie wachlarz przyczyn jest następujący:
(1) za mocno rozegrany start - jeżeli ruszysz ze znacznie lepszymi od siebie zawodnikami po 20 minutach jazdy jesteś bez sił.
(2) Zaangażowanie się na początku wyścigu w bezsensowną gonitwę - nie trzeba od razu się ścigać - trzeba kontrolować sytuację, dopiero potem ocenić, kto jest twoim rzeczywistym rywalem.
(3) Za mocny podjazd - jedź w tak, jak się czujesz - nie patrz, że inni jadą szybciej.
(4) Złe picie i odżywianie - musi być systematyczne - potem brakuje siły.
Kryzysu lepiej unikać, ale jeżeli już się trafi - niestety trzeba sobie radzić albo jechać dalej, albo zejść na chwilę z roweru i starać się samego przekonać - dojadę, dam radę. Na mnie działa taki tekst: i tak musisz jakoś dotrzeć do mety. Zamiast czekać na pomoc, może jakoś się doczłapiesz na własnych nogach? Wiadomo, jazda po kryzysie to już nie to samo - jedziesz wolniej - ale zawsze jakoś jedziesz. Czasami pojawiają się skurcze - trzeba to rozmasować i jechać dalej.
2. Podjazdy. Są dwa sposoby - na sztywno i na miękko. Na sztywno - czyli na stojaka - przerzutki ustawione są na twarde przełożenie, które wymusza, abyś stanął na pedałach. Druga możliwość - ustawiasz przełożenie na miękki obrót - taki, że możesz „mielić” siedząc w siodełku. Oczywiście - jazda na „stojaka” ładnie się prezentuje, ale - tak jak sam po sobie widzę - wymaga dużo siły - przede wszystkim mocno angażuje serce, no i zaczynam szybciej oddychać. Dlatego częściej, szczególnie długie, kilkukilometrowe podjazdy, pokonuję w siodełku, na miękkim obrocie. Oddech jest spokojniejszy, a mięśnie po takim podjeździe nie są tak zmęczone. Tak więc zostaje więcej siły na dalszą jazdę.
3. Odżywianie. Szczególnie przy długich dystansach pilnuj systematycznego odżywiania - co 20-40 minut coś zjedz, najlepiej kilka kęsów. „Coś” to znaczy kawałek batonika energetycznego, banana, żel.
Stosuję taką zasadę - na bufetach, w czasie jazdy, proszę o coś do jedzenia - batona lub banana - i chowam do kieszonki. A potem, już w drodze - to „coś” sobie przegryzę. Każdy organizm jest inny. Ja mam bardzo szybką przemianę materii, a wysiłek na wyścigu pochłania moje wszystkie zapasy. Dlatego pół godziny jazdy „na głodzie” doprowadza do totalnego wyczerpania. Dlatego zawsze jem trochę na przyszłość.
Oczywiście wcześniej - dwa, trzy dni - objadam się makaronami, kotletami schabowymi, wołowiną, ryżem, kaszą gryczaną - czyli dużo węglowodanów i białka. To są te zapasy, które w czasie maratonu spalam do zera.
4. Zjazdy. Jeżdżę bardzo ostrożnie - bo lepiej nawet minutę stracić i dojechać całym i zdrowym do mety, niż pojechać zjazd szybciej i się roztrzaskać na końcu tej szaleńczej jazdy.
Jest kilka typów zajazdów. Najbardziej niebezpieczne - i tu uwaga - są szerokie szutrówki. One są najbardziej zdradliwe - wydają się banalnie łatwe technicznie i dlatego wszyscy bardzo się rozkręcają. A potem jest problem z wyhamowaniem tej prędkości i tu jest to niebezpieczeństwo. Oczywiście szutrówka szutrówce nierówna - inna jest przyczepność na mokrej nawierzchni, inna na suchej - ale jest to chyba temat na osobną poradę. Tak więc szczególnie uważaj na suchej (przewianej) szutrówce i nie daj się ponieść.
Pamiętaj - zachowaj prędkość bezpieczną - taką, przy której masz pełne panowanie nad rowerem. Jest oczywiście ona różna w różnych warunkach.
Inne zjazdy, to techniczne górskie szlaki. Tych się zazwyczaj wszyscy boją, ale to właśnie pokonywanie takich trudności możesz wyćwiczyć na swojej górce. Oczywiście, trzeba trochę poświęcić czasu - ale to niezła zabawa - wyszukiwać sobie różne ciekawe zjazdy - po korzeniach, kamieniach, głazach - i próbować je pokonywać. To powinien być jeden z Twoich treningów. A w ten sposób będziesz czuł się też pewniejszy na rowerze.
Oczywiście prędkość pokonywania zjazdów wzrasta z doświadczeniem - i im więcej masz kilometrów zjazdu za sobą, tym szybciej jeździsz - ale to normalne. Dlatego też niech nie dziwi Ciebie czołówka - oni nie jeżdżą tak szybko, bo są szaleni, tylko dlatego, że są tak dobrze wytrenowani.
Ale Ty też kiedyś będziesz tak jeździł. W następnym odcinku: końcówka, finisz, pierwsze minuty po wyścigu, powrót do domu i co dalej.
Baw się dobrze, pamiętaj o kasku.
O kolejnych startach i moim rowerowaniu piszę w dzienniku internetowym na stronie www.bikeBoard.pl.


Tekst: Piotr Zarzycki
bikeBoard 10/2008 (gdzie kupić)


aktualna strona
wszystkie strony
Komentarze [0] | Dodaj komentarz
Brak komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy
sTaTyW - statystyki odwiedzin stron www
Tworzenie stron internetowych