|
Kolejna edycja The North
FaceAdventure Trophy
W sobotę 29
kwietnia wystartował w Zakopanem jeden z najdłuższych i najtrudniejszych rajdów
przygodowych w Polsce. The North Face Adventure Trophy 2006, bo o nim piszemy,
miał w tym roku 320 km, a pokonanie go zajęło najlepszemu zespołowi 58 godzin.
W zawodach
wystartowała rekordowa liczba zawodników. Blisko 200 śmiałków z 16 krajów
przyjechało zmierzyć się z ciężką trasą, którą przygotowali organizatorzy. Na
starcie pojawili się niezłomni Rosjanie, doświadczeni Szwedzi, Ukraińcy, Czesi,
Słowacy, Norwedzy, Holendrzy, Węgrzy. Przed zawodami trwały spekulacje i wszyscy
zastanawiali się czy którykolwiek polski zespół wciśnie się do pierwszej trójki.
Patrząc na listę startową, nigdy w Polsce nie było tak mocnej obsady, więc
rywalizacja zapowiadała się na najwyższym poziomie.
Ruszyliśmy o 10 rano z Równi Krupowej w
Zakopanem. Najpierw bieg na orientację po ulicach Zakopanego. Turyści dziwnym
wzrokiem patrzyli na nas, biegających i szukających punktów w stolicy polskich
Tatr. Ufff, ostre tempo, jak zwykle na początku, potem będzie już wolniej. Powrót
na Równię Krupową po plecaki i w góry na drugi etap czyli trekking
wysokogórski. Kuźnice, Kalatówki, Przełęcz Kondracka, Kasprowy Wierch, Murowaniec,
Krzyżne, Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów, i w dół pod Wodogrzmoty Mickiewicza,
Psia Trawka, Cyrhla, Zakopane. Wszystko to, w jedyne 8 godzin. I wreszcie przepak
na kampingu pod Krokwią. Jemy cieple jedzenie, zmieniamy ubrania i na rower.
Tu przynajmniej trochę odpocznę. Z taką pozytywną myślą wyruszamy na długi,
ponad 100 km, odcinek rowerowy. Z Zakopanego musimy dojechać do Czorsztyna
z zaliczeniem Gubałówki, Starych Wierchów, Lubania. Jazda na rowerze w nocy
po stoku narciarskim z Tobołowa nie należała do najprostszych, w świetle
czołówek. Ślisko, widoczność niewielka i bardzo stromo. Tam spotkaliśmy się z Czechami i
z Salomon Adventure Team. Przynajmniej raźniej nam się jechało. Potem było
trochę jazdy po płaskim, trochę po asfalcie. Najgorsze się zaczęło na samym końcu
- podchodzenie na Lubań. Gdyby teraz ktoś mi zaproponował wycieczkę rowerową
na ten szczyt, nie wiem co mu zrobię. I kolejny zjazd, tym razem z
Lubania, doszczętnie zmasakrował nasze rowery. Moim partnerom skończyły się klocki
w V-brakach, amortyzatory ledwo dyszały, łańcuchy wydawały różne dziwne
dźwięki. Pod koniec odcinka rowerowego jedziemy do kamieniołomu gdzie musimy
pokonać mosty linowe, a dwójka z nas musi wspiąć się na skałę. Po tym zadaniu
pozostaje nam jeszcze dojechać do przepaku 2 nad zalewem czorsztyńskim. Tam czekają na
nas kajaczki. Niestety, nie jest to nasza mocna strona. Przed zawodami
nie zdążyliśmy przećwiczyć wiosłowania. Z wiatrem wijemy się na jeziorze
zygzakami, o dziwo pod wiatr płyniemy prosto. W pewnym momencie orientujemy się że
nie dostaliśmy kapoków, no super. Podpływa do nas na motorówce WOPRowiec i
ze zdziwieniem pyta gdzie je mamy. Tłumaczymy się i za jakieś 10 minut już
płyniemy w kapokach. Po wyjściu z kajaków nie było nam ciepło. Dość szybko
zrobiliśmy przepak, zabierając rolki i plecaki na długi etap trekkingowy. Na
rolkach przejechaliśmy 15 km na rundzie 3 kilometrowej w pobliżu zapory w
Czorsztynie. Po tym dość miłym przerywniku rajdu wyruszyliśmy na trekking po Pieninach
i Paśmie Radziejowej. Tak jak spodziewaliśmy się, ten 60 kilometrowy etap
zajął nam całą noc i znów kawałek dnia. Po drodze przeprawialiśmy się na linach
na drugą stronę Dunajca. Odnalezienie niektórych punktów kontrolnych w nocy
było trudne, na zlokalizowanie dokładnego miejsca czasem poświęcaliśmy ponad
godzinę, błąkając się tuż tuż obok punktu. Wszyscy na tym etapie mieliśmy kryzys,
spanie było nie powstrzymania, dlatego w schronisku na Przechybie musieliśmy choć
na chwilę zmrużyć oczy. 20 minut było dla nas jak 5 godzin snu. Ożywieni i
wyspani, ruszyliśmy by dokończyć ten monotonny odcinek. Na samym końcu tego etapu
czekało na nas kolejne zadnie - przeprawa na druga stronę jeziora czorsztyńskiego na
tratwach zbudowanych z olbrzymich dętek. Niestety warunki atmosferyczne, silny
wiatr nie pozwoliły wszystkim zespołom na takie przebycie drogi na drugi brzeg.
Oprócz pierwszego zespołu, wszyscy płynęliśmy już na kajakach. Wysokie fale na
jeziorze, mocny wiar spowodowały, że to zadanie nie było zbyt proste. Wyszliśmy
z kajaków wymarznięci i przemoknięci. Ale myśl że do mety pozostał nam jedynie
65 kilometrowy etap rowerowy, bardzo nas podbudowała. Oczywiście na rowerach
czekało na nas kilka niespodzianek, takich jak kilkukrotne pokonanie Białki, z
wodowaniem po pas. Prąd w rzece chciał nam powyrywać rowery, ale nie daliśmy
sobie...
Tak w skrócie
wyglądała w tym moja przygoda na The Norh Face Adventure Trophy.
Tekst: Justyna Frączek, Zdjęcia: archiwum organizatora
Wyniki
:
Masters
1. Speleo Salomon
Team (Aga Zych, Artur Kurek, Piotr Kosmala, Remigiusz Nowak)
2. Salomon
Adventure Team (Magda Łązcak, Paweł Dybek, Filip Pawluśkiewicz, Marek
Giergiczny)
3. Poldim Salomon
Navigator (Justyna Frączek, Paweł Moszkowiecz, Sławek Łabuziński, Mirek
Szczurek)
Amator MIX
1. Davis Trezeta
Adventure Team II ( Agnieszka Zawada, Sławomir Śliż)
2. ALVIKA TEAM
(Maciej Moskwa, Marta Grzelak ? Moskwa)
3. KS Kanachar (Stanisław Kruczek,
Aleksandra Maj)
Amator
MM
1. Komandor Team
Kraków (maciej Mierzwa, Maciej Dubaj)
2. ENTRE.PL Team
(apweł Janiak, Szymon Ławecki)
3. napieraj.pl
(Krzysztof Dołęgowski, Piotr Dymus)
|